HAZARD – rozrywka czy zagrożenie?

Gry towarzyszą człowiekowi od tysiącleci. Bawią, uczą, relaksują, pozwalają oderwać się trochę od rzeczywistości, czasem ekscytują. Nie ma w nich samych zła czy niebezpieczeństwa, jeśli traktujemy je tylko jako rozrywkę. Osoby, które właśnie w ten sposób chcą się rozerwać, wyznaczają sobie pewien limit pieniędzy, jakie mogą poświęcić na grę lub określają limit czasu, po którym odstępują od gry, bez względu na to czy wygrywają czy też przegrywają. Osoby grające sporadycznie zakładają prawdopodobieństwo przegrania określonej kwoty i wliczają ją w koszt zabawy. Zupełnie innymi motywami kierują się osoby, których granie nabrało cech patologicznego hazardu. Słownik Języka Polskiego definiuje słowo hazard jako: ryzykowne przedsięwzięcie, którego wynik zależy wyłącznie od przypadku. Ryzyko polega na tym, że od pokera wśród znajomych, wizyt w kasynach i spędzania wieczorów wśród kolorowych automatów można uzależnić się tak samo jak od nikotyny, alkoholu, heroiny, władzy i seksu. Świat rzeczywistego hazardu ma niewiele wspólnego ze scenerią słynnego filmu „Wielki Szu”, a zatrzymanie tej nieuleczalnej choroby trwa nieraz latami.  

Oczywiście nie jest moim celem całkowite zniechęcenie do hazardu i zachęcanie do abstynencji. Chciałbym tylko zasygnalizować, że podobieństwo hazardu i alkoholu rzuca się w oczy od razu: w umiarkowanej dawce reakcją jest odprężenie i przyjemne podekscytowanie, przedawkowane mogą prowadzić do uzależnienia ze wszystkimi jego dramatycznymi konsekwencjami. Kiedy uważnie posłuchamy graczy, dowiemy się, iż za każdym razem kiedy grają przechodzi ich lekki dreszczyk. Zdaniem naukowców jest to ten sam rodzaj euforii, jaki towarzyszy przyjmowaniu alkoholu, narkotyków, kiedy w organizmie uwalnia się znaczna ilość neuroprzekaźników – serotoniny i dopaminy. To właśnie dzięki ich zwiększonemu wydzielaniu ludzie zaczynają brać i pić. Gracze zaś odczuwają podobną euforię, bo ich organizm wytwarza substancję zastępczą. Jednak z czasem to, co miało być zabawą, przekształca się w obsesję, konieczność, najważniejszą sprawę w życiu. Gra pozwala niektórym uciec od przygniatającej rzeczywistości. Odsuwa na bok rzeczywiste problemy, daje początkowo wytchnienie i ulgę, by wreszcie sama stać się rzeczywistością dominującą. Muszą grać, aby otrzymać swoją porcję napięcia. Uciekają do kasyn i salonów gier od stresujących problemów codzienności, od samotności, od nudy. W pewnym momencie hazard staje się dla nich „pomysłem na życie”, tracą kontakt z bliskimi, a ich uczucia obumierają.

Siłą napędową patologicznego hazardu jest potrzeba przeżywania silnego napięcia, jakie pojawia się podczas gry. Wygrana zwiększa poczucie mocy i popycha do dalszej gry. Przegrana powoduje spadek szacunku do siebie i zmniejszenie poczucia kontroli oraz niejednokrotnie żądzę odzyskania straty a te z kolei stymulują do poszukiwania komfortu psychicznego w kolejnych grach. Paradoksalne jest to, że wielu hazardzistów jest bardziej zadowolonych z przegranej niż z wygranej, bowiem przegrana zmusza ich do odgrywania się i pozwala na dalsza grę, a tym samym umożliwia dalsze przeżywanie stanów napięcia. W efekcie osoba grająca, niezależnie od swojego stanu finansowego nie jest w stanie przerwać gry, bez względu na konsekwencje.

Chciałbym przytoczyć fragment relacji osoby, która pracowała w salonie gier. Twierdziła, że praca w tym miejscu wymaga znacznego znieczulenia się na losy tutejszych bywalców. – Nasi goście to osoby w wieku 20–40 lat. Jeśli widzę kogoś po raz czwarty czy piąty w ciągu miesiąca, to wiem, że prawie na pewno będzie tu wracał już zawsze. Nic o nich nie wiem, ale widzę, że przychodzą, żeby się wyluzować. Wchodzą lekko zdenerwowani, czasem trzęsą się im ręce, zamawiają piwo, wychylają je duszkiem, kupują żetony, grają, w ciągu dwóch godzin wypalają paczkę papierosów, wychodzą i nazajutrz wracają. Nieraz wpadają po nich dobrzy kumple, matki, żony czy nawet małe dzieci. Chcą ich zabrać do domu. Napatrzyłam się na awantury, prośby, płacz. Przeważnie nic nie dają. Goście albo wcale się nie odzywają i grają dalej, albo wychodzą, by wrócić po godzinie czy dwóch.

Kiedy dojdzie już do uzależnienia od hazardu, co może trwać zarówno kilka lat, jak i kilka miesięcy, przybiera ono cztery fazy. Pierwsza to faza zwycięstw: gra się w niej okazjonalnie, fantazjuje na temat wygranych, które powodują narastające pobudzenie. Obserwuje się w niej coraz częstsze zakłady i wyższe stawki. Człowiek zaczyna wierzyć w to, że już zawsze będzie zwycięzcą. Druga faza to faza strat: stawiając na wysokie zakłady, naraża się na wysokie straty. Zaciąga wysokie pożyczki, próbuje się odegrać; w przypadkach powodzenia wygrane idą na spłaty długów. Hazardzista zaczyna grać kosztem pracy i domu. Unika wierzycieli i ufa, że wkrótce nastąpi kolejna wygrana. Trzecia faza to faza desperacji. Następuje w niej separacja od rodziny i przyjaciół, utrata pracy i narastające długi. Presja wierzycieli popycha często ku przestępstwom, a te prowadzą do wyczerpania psychicznego. Pojawiają się wyrzuty sumienia, poczucie winy, depresja. Faza ostatnia to faza utraty nadziei: rozwody, poczucie beznadziejności, myśli i/lub próby samobójcze. Dla uzależnionych, którzy znaleźli się w czwartej fazie, pozostaje: ucieczka w inne uzależnienie, więzienie, śmierć (samobójstwo lub z ręki wierzycieli) albo rozpoczęcie leczenia.

Hazard jest uzależnieniem – chorobą izolacji. Nie istnieją już gry towarzyskie, istnieje tylko relacja człowiek – maszyna. Dlatego też nie słychać o hazardzistach, tak jak np. o alkoholikach czy narkomanach, nie świadczy to jednak, że ich nie ma. Dlatego też istotne jest, żeby osoby które z nimi na co dzień przebywają pomogły im zrozumieć, że potrzebują pomocy, jeśli sami tego nie widzą. Miejski Ośrodek Terapii Uzależnień i Współuzależnienia w Wieruszewie prowadzi również terapię patologicznego hazardu. Można także skorzystać z innych ośrodków uzależnień lub form wsparcia uzyskując o nich informację na stronie: http://www.hazardzisci.org/ lub www.anonimowihazardzisci.org. Wszyscy nałogowi hazardziści w ostatniej fazie udanej terapii, a więc po oddaniu długów lub na etapie ich znacznego spłacenia, odzyskują zdolność do bliskiego kontaktu z ludźmi, znów patrzą na ludzi jak na przyjaciół, a nie jak na pieniądze.

Opracował
Dariusz Soborczyk

Źródła:

– „Patologiczny hazard”, Bohdan Woronowicz

– artykuł „Złota klatka”: http://www.hazardzisci.org/publikacje/zlota-klatka/